Wymyśliłem cię jakieś siedem tysięcy dni temu
Schorowaną wyobraźnią dotykam cię częściej niż zimnymi dłońmi
Nocami wzbierasz we snach
Kradnąc połowę moich myśli
Zbierasz żółte liście na nowa sukienkę
A ja całuję twoje kolczyki z jarzębiny
Zrywam je z ciebie powoli
Zostawiając ulubiona wiśniową bieliznę
Parzymy zimę w swoich ulubionych kubkach
Z ciasta wyjadamy tylko lepkie motylki
Zapadając w zimowa drzemkę
Z głową przy twoich włosach na biszkoptowych poduszkach
Pleciesz dla mnie szalik z waty cukrowej
Podziwiając jogurtowy puch za oknem
Z balkonu podpalamy cały horyzont
Rankiem znów obudza nas feniksy
Co do samej definicji piękna, to nie umiem dokładnie powiedzieć, jak ona brzmi. Po pierwsze nigdy się na d tym dogłębnie nie zastanawiałam, a po drugie dla mnie często przeróżne, przeczące sobie nawzajem rzeczy mogą być piękne.
Dziękuje, że chciałaś napisać coś więcej
To jest szczególna praca dla mnie napisałem ją z myślą o mnie i o mojej obecnej dziewczynie a że jest to szczególny związek i trwa do teraz więc jest to też szczególna praca
Ładnie zamknięte w uregulowaną konstrukcję i mam wrażenie, że wypełniające ramy aż do końca.
Zgrabne użycie porównań spożywczych i roślinnych, z czego ostatnie dwa wersy nie pasują do reszty.
Treść przewrotna, a metafory podkreślają jej treść, szczególnie, że są wplecione w tekst, a nie grają pierwszych skrzypiec.